Udany debiut polskiej marki odzieżowej na jednej z najdroższych ulic handlowych świata.

0

Otwarcie salonu Reserved w Londynie to krok LPP w kierunku globalnych rynków

Marka Reserved zaliczyła udany debiut na brytyjskim rynku – informuje gdańska firma LPP, do której należy odzieżowy brand. Londyńska Oxford Street, gdzie znajduje się nowo otwarty salon, to jedna z najbardziej prestiżowych ulic handlowych na świecie, którą co roku odwiedza nawet 120 milionów osób. Równolegle ruszyła też sprzedaż internetowa marki na rynku brytyjskim. To poważny i duży krok w kierunku ekspansji LPP na globalnym rynku. Firma zapowiada dalszy rozwój na globalnych rynkach. 

– Chcemy, żeby firma LPP była brandem globalnym. Oxford Street to najbardziej znana ulica handlowa w Londynie, jednej ze światowych stolic mody. Będziemy budować świadomość marki wśród Brytyjczyków oraz wśród turystów z całego świata – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Lutkiewicz, wiceprezes spółki LPP.

W ubiegłym tygodniu LPP oficjalnie otworzyła w Londynie swój pierwszy salon Reserved. Liczący około 3 tys. mkw. sklep znajduje się przy Oxford Street 252, w centrum londyńskiego West Endu. To jedna z najbardziej prestiżowych ulic handlowych na świecie, która słynie z obecności największych i najbardziej luksusowych marek.

– To ekscytujące wydarzenie. Pierwsza polska marka wchodzi na West End. Reserved ma uprzywilejowaną lokalizację, tuż obok Oxford Circus. W trakcie najbliższych 15 tygodni, w okresie okołoświątecznym, 40 mln ludzi odwiedzi to miejsce. To świetny moment na otwarcie. Oxford Street to międzynarodowe centrum handlowo-rozrywkowe. Mamy tu 600 sklepów, z czego połowa to flagowe sklepy znanych marek – mówi Jace Tyrrell, prezes New West End Company, branżowego stowarzyszenia zrzeszającego najemców lokali na West Endzie.

Reserved to flagowa marka w portfolio LPP. Otwarcie salonu na jednej z głównych ulic handlowych świata to etap budowania jej globalnej rozpoznawalności i duży krok w kierunku międzynarodowej ekspansji.

– Wchodzimy do światowej ligi handlu. To ważne, że w krótkim czasie polskiej firmie udało się zdobyć tak znaczącą pozycję na rynku europejskim. Nasza długofalowa strategia zakłada, że – aby być marką globalną – trzeba być obecnym w stolicach państw europejskich. Stąd pomysł, żeby budować flagowe sklepy na najważniejszych ulicach handlowych Europy. Niedawno otworzyliśmy sklep w Berlinie, a teraz w Londynie – mówi Przemysław Lutkiewicz.

– Będą kolejne miasta. Mamy taką strategię, aby rozwijać się o około 12–15 proc. nowej powierzchni rok do roku, w związku z tym będziemy poszukiwać nowych rynków. To wymaga analiz. Zobaczymy, jak pójdzie nam w Londynie, i wtedy zdecydujemy, w których krajach będziemy się rozwijać – zapowiada Sławomir Łoboda, wiceprezes LPP SA.

Otwarcie salonu Reserved przy prestiżowej londyńskiej Oxford Street to inwestycja, której koszt sięgnął 20 mln zł. Umowa najmu została zawarta na 10 lat z opcją przedłużenia. Przez cały ten okres koszty czynszu wyniosą 42 miliony funtów. Inwestycja jest jednak opłacalna, bo Oxford Street odwiedza co roku kilkaset milionów klientów, a łączne przychody salonów położonych przy tej ulicy są liczone w miliardach funtów.

– West End to światowe centrum zakupów, w którym rocznie klienci wydają 9 mld funtów. To wielki potencjał komercyjny. Dodatkowo, znajdujące się w samym sercu tego obszaru Oxford Street, gdzie w 2016 r. ruch pieszy sięgał 120 milionów osób, przechodzi obecnie modernizację, dzięki czemu sprzedaż w przyszłym roku ma wzrosnąć do 10 mld funtów – wylicza Jace Tyrrell. – To bardzo ważny moment w historii West Endu. Oxford Street nadal przyciąga nowe międzynarodowe marki, takie jak Reserved.

– Otwieramy ten sklep przede wszystkim ze względów marketingowych i po to, aby pokazać atrakcyjność naszej marki. Zakładamy, że jeśli uzyskamy tzw. break-even point w ciągu 5 lat, będzie to sukces. Skupiamy się jednak na tym, aby pokazać klientom, że jesteśmy marką globalną. To jest nasz podstawowy cel – dodaje Sławomir Łoboda. 

Reserved zaoferuje brytyjskim klientom specjalnie zaprojektowaną kolekcję ubrań i dodatków. Oferta obejmie pełen asortyment, czyli kolekcje damską, męską i dziecięcą. Równolegle z otwarciem pierwszego salonu na londyńskim West Endzie ruszyła też sprzedaż internetowa Reserved na rynku brytyjskim. E-sklep marki zaoferuje Brytyjczykom asortyment odzieży i dodatków liczący ponad 10 tys. pozycji. Wszystkie te działania promuje kampania reklamowa, której twarzą jest Kate Moss – światowej sławy supermodelka. Jej wizerunek znajduje się m.in. na słynnych londyńskich autobusach piętrowych. Działania promocyjne marki będą skoncentrowane na komunikacji internetowej i reklamie zewnętrznej wykorzystującej witrynę salonu oraz nośniki reklamowe na przystankach autobusowych i stacjach metra.

Salon Reserved przy Oxford Street został w całości zaprojektowany i wykonany przez polskie firmy, z którymi od lat współpracuje marka. Będzie w nim pracować około 100 osób. Przestrzeń handlowa została zaaranżowana na jednym poziomie tak, aby sprawiać wrażenie lekkości i nowoczesności. Aby ułatwić klientom poruszanie się po sklepie i wyeksponować kolekcje, marka postawiła na nowoczesne technologie, na przykład system informacji zarządzający ruchem w przymierzalniach, multimedialne ekrany i LED-y umożliwiające dostosowanie oświetlenia sklepu do pory dnia.

Mówi:Przemysław Lutkiewicz, wiceprezes zarządu LPP S.A.

Sławomir Łoboda, wiceprezes zarządu LPP S.A.

Jace Tyrrell, Chief Executive NWEC

Źródło: https://biznes.newseria.pl

 

Rynek drukarek idzie w kierunku miniaturyzacji i drukowania z urządzeń mobilnych.

Biznes coraz częściej wybiera urządzenia smart.

Blisko 57 proc. drukarek na całym rynku to drukarki atramentowe. Według firmy analitycznej Gartner wykorzystanie drukarek atramentowych zwiększy się także w segmencie biznesowym  z 8 proc. w 2016 r. do 15 proc. w roku 2020. Technologiami dominującymi będą wciąż laser i LED. Rozwój technologiczny na tym rynku poszedł w zupełnie innym kierunku niż technologie samego drukowania. To miniaturyzacja oraz drukowanie z urządzeń mobilnych.

– W tej chwili mamy cztery technologie obecne na polskim rynku. Jest to przede wszystkim LED, laser, technologia atramentowa i igłowa. To cztery najbardziej popularne technologie na polskim rynku wykorzystywane w urządzeniach drukujących  mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Nakielski, Product Manager w firmie OKI Systems Polska.

Jak podaje serwis Statista, w 2012 roku udział drukarek atramentowych w całej liczbie tego typu urządzeń na rynku wynosił niemal 60 proc., w 2013 roku – 59 proc., w 2014 roku – 58 proc., zaś w 2015 – niecałe 57 proc. Nieznacznie spada także ogólna liczba sprzedanych urządzeń. W latach 2012–2015 było to odpowiednio 617 mln, 613 mln, 604 mln i 579 mln sztuk. 

Według najnowszych danych IDC obecnie mamy jednak do czynienia z trendem wzrostowym, choć nadal jest to zjawisko o niskiej dynamice. Liczba urządzeń laserowych wprowadzonych do sprzedaży w czwartym kwartale 2016 roku wzrosła o 1,6 proc. rdr., zaś atramentowych o 0,6 proc. Za tę tendencję odpowiedzialne mogą być inteligentne urządzenia drukujące, które coraz częściej wybierane są przez klientów biznesowych.

– Coraz częściej widzimy tendencję wyboru urządzeń smart przez biznes, głównie dlatego, że pozwalają one na bezproblemowe zarządzanie obiegiem dokumentów w firmie, upraszczanie tego obiegu, automatyzację oraz oszczędność czasu – twierdzi Product Manager w firmie OKI Systems Polska.

Jak podaje Gartner, w 2016 roku tylko 8 proc. drukarek biznesowych wykorzystywało atrament, natomiast w 2020 roku ma to już być 15 proc. Wciąż ten rynek jest zdominowany jednak przez urządzenia laserowe i LED-owe. Rozwój technologiczny na rynku drukarek poszedł w zupełnie innym kierunku – drukowania z urządzeń mobilnych.

– Przede wszystkim chodzi o kompatybilność z urządzeniami mobilnymi, o bezproblemową komunikację tych urządzeń z drukiem mobilnym, korzystaniem z rozwiązań mobilnych, a także dostosowanie urządzeń do wcześniej wspomnianego obiegu dokumentów, który jest oparty na rozwiązaniach cloudowych, na chmurze – wyjaśnia Krzysztof Nakielski.

Jak dodają eksperci, rozwój technologii w drukarkach laserowych i LED-owych zmierza w kierunku miniaturyzacji poszczególnych części, a w rezultacie całych urządzeń. Przekłada się to także na zmniejszenie poboru energii i uzyskiwanie jeszcze wyższych prędkości druku. Ponadto w technologii LED-owej – rozwiązania zbliżonego do druku laserowego, ale zamiast lasera do naświetlania wykorzystywana jest listwa z diodami LED – można uzyskać coraz wyższe rozdzielczości druku.

– W ostatnim czasie wprowadziliśmy listwę 1200 dpi do naszych najbardziej popularnych drukarek kolorowych formatu A4, tym samym ta rozdzielczość weszła w tej chwili do produktów najtańszych, które są dostępne dla klientów nie tylko biurowych, lecz także domowych. Trwają obecnie prace nad listwą o rozdzielczości 2400 dpi – zapewnia Piotr Lipko, menedżer ds. szkoleń w OKI.

Mówi: Krzysztof Nakielski, product manager, OKI Systems Polska, Piotr Lipko, manager ds. szkoleń, OKI Systems Polska

Źródło: http://innowacje.newseria.pl/

Jak skrócić czas wykonywania izolacji zimnych instalacji o 30%?

0

Wykonanie instalacji chłodniczej to czasochłonny proces, w którym decydującą rolę odgrywa zastosowany materiał i sposób montażu. Instalatorzy coraz więcej uwagi poświęcają kwestii optymalizacji pracy. Odpowiedzią na tę potrzebę jest Teclit – nowy system do izolacji zimnych instalacji wełną skalną ROCKWOOL, który skraca czas montażu aż o 30 proc.

Wraz z rozwojem budownictwa w ostatnich latach rośnie liczba wykonywanych instalacji chłodniczych. Instalatorzy coraz częściej poszukują kompleksowych rozwiązań izolacyjnych, które cechują się wysoką jakością i skróconym czasem montażu. Teclit to nowy, niepalny system do izolacji zimnych wełną skalną proponowany przez ROCKWOOL.

Podstawową zaletą systemu jest kompleksowość. System złożony jest z odpowiednich produktów, które pozwalają całościowo wykonać izolację instalacji. Bardzo trwała i niepalna wełna skalna (klasa reakcji na ogień A2) zapewnia ochronę przed zawilgoceniem czy kondensacją pary wodnej. Ten nowoczesny system ma jeszcze jedną zaletę – krótki czas montażu. Praktyczne testy z rożnymi systemami izolacji instalacji chłodzących, prowadzone pod nadzorem Duńskiego Instytutu Technologicznego, wykazały, że praca z system Teclit jest krótsza od pracy na innych materiałach aż o 30%.

Teclit to system kompletny: zawiera wszystkie elementy potrzebne do prawidłowego wykonania izolacji. I właśnie ta kompleksowość pozwala na znaczne zmniejszenie nakładu pracy instalatora i skrócenie czasu wykonania montażu. Dotychczas mało kto wiedział, że produkty z wełny skalnej doskonale sprawdzają się przy izolacji przewodów chłodniczych i zimnej wody. Gwarantują niepalność, dużą wytrzymałość, a oprócz tego wyróżniają się doskonałymi parametrami izolacyjnymi – mówi Tomasz Kwiatkowski, ekspert firmy ROCKWOOL.

Skrócenie czasu montażu to efekt zastosowania kilku elementów. Instalacja odbywa się bez użycia kleju, a do łączenia poszczególnych elementów wykorzystuje się aluminiowe taśmy, które są bardzo wytrzymałe i zabezpieczają przed ryzykiem kondensacji pary wodnej. Dzięki temu instalator nie musi czekać na wyschnięcie kleju i może prowadzić prace w trybie ciągłym. Izolacja Teclit wykonana z wełny skalnej pozwala też na szybkie i precyzyjne docinanie standardowym nożem do izolacji. Instalator nie potrzebuje więc dodatkowych narzędzi, które wydłużałyby czas instalacji.

Połączenie sprawdzonych technik montażowych z materiałem izolacyjnym najwyższej jakości sprawia, że praca z systemem Teclit jest bardzo efektywna.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o zaletach pracy z systemem Teclit, koniecznie zobacz film: https://www.youtube.com/watch?v=-ee3ORgOekw

Monday PR

Monday PR Sp. z o.o. Sp.k.

Źródło: newseria.p

W 2020 roku rynek płatności alternatywnych ma osiągnąć wartość 1,4 biliona dolarów.

Klienci chcą coraz częściej płacić za pomocą smartfona.

Co piąty Polak wykorzystuje smartfona do przeprowadzania operacji finansowej drogą elektroniczną, wynika z raportu „Płatności cyfrowe 2016”. To niewiele mniej niż w przypadku konta internetowego – 36 proc. badanych, i karty płatniczej – 35 proc. Rynek alternatywnych płatności w najbliższych latach ma się dynamicznie rozwijać.

– W 2020 roku rynek płatności alternatywnych, czyli płatności innych niż kartami debetowymi, kredytowymi oraz poprzez transfery bankowe, ma osiągnąć wartość 1,4 biliona dolarów, to najszybciej rozwijający się segment rynku – stwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tadeusz Kuropatwiński, członek zarządu w firmie Billon.

Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte, 87 proc. badanych osób ma lub ma dostęp do smartfona. To najwięcej spośród wszystkich urządzeń elektronicznych. Dla porównania z laptopa lub tabletu korzysta odpowiednio 76 proc. i 63 proc. osób. Potężną grupę docelową dla alternatywnych płatności stanowią ludzie młodzi, którzy mają smartfona z dostępem do internetu, a nie mają konta bankowego.

– Smartfon to najważniejsze urządzenie w naszym życiu. Nie chcemy mieć kolejnych kart, innych urządzeń czy wielu aplikacji płatnościowych. Z drugiej strony młodzi ludzie są bardzo twórczy: blogują, streamują, zakładają firmy. 85 proc. ludzi do 18 roku życia jest aktywna w internecie, a mniej niż połowa ma konto bankowe, dlatego konsumenci oczekują rozwiązania, które zapełni tę przestrzeń i da użytkownikom możliwość natychmiastowych, w pełni cyfrowych płatności przez swój smartfon – zauważa ekspert.

 

Technologia rozproszonego rejestru, opracowana przez polski start-up Billon, umożliwia bezpośrednie przesyłanie pieniędzy jako plików elektronicznych między ludźmi lub organizacjami. Pozwala to na zbudowanie nowego systemu obiegu i przechowywania pieniędzy, bez posiadania konta bankowego. Innowacyjność tej technologii polega między innymi na tym, że wykorzystuje ona realne, lokalne waluty, takie jak złoty czy funt.

– Nie tworzymy nowych walut, nie tworzymy kryptowaluty, ale możemy się uczyć od kryptowalut właśnie cyfrowości. To robimy jako Billon, bierzemy to, co najlepsze z walut narodowych, bierzemy polski złoty lub brytyjski funt i wprowadzamy walutę w erę cyfrową, zapewniając w pełni cyfrowy zapis – wyjaśnia Tadeusz Kuropatwiński.

Rozwiązanie zyskało uznanie Komisji Europejskiej. Po pokonaniu niemal 1500 konkurentów polski start-up otrzyma dofinansowanie w wysokości 2 mln euro w ramach programu SME Instrument.

Mówi: Tadeusz Kuropatwiński
Funkcja: dyrektor zarządzający obszarem digital payments
Firma: Billon

 

http://innowacje.newseria.pl

Od 2018 roku przedsiębiorcy otrzymają indywidualne rachunki w ZUS.

Jednym przelewem zapłacą wszystkie zobowiązania wobec Zakładu.

Od 1 stycznia 2018 roku obecne rachunki, na które płatnicy wpłacają składki na ubezpieczenia i fundusze w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, zostaną zamknięte. Prowadzący działalność gospodarczą otrzymają nowe, indywidualne numery rachunków składkowych (NRS), na które odprowadzać będą sumę należnych składek. Projekt e-Składka to ułatwienie, które może jednak przysporzyć płatnikowi kłopotów, jeśli nie wyrówna wcześniej zaległości.

– Od 1 stycznia 2018 roku płatnicy będą dokonywali płatności składek jednym przelewem na przydzielony każdemu z nich indywidualny numer rachunku składkowego. Każdy z płatników składek otrzyma informację o swoim indywidualnym numerze rachunku składkowego i będzie jednym, zwykłym przelewem dokonywał płatności składek, niezależnie od tego, na jakie fundusze i jakie składki odprowadza – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Marciniak-Szewczyk z Departamentu Realizacji Dochodów w Centrali ZUS. – Identyfikacja wpłaty będzie się odbywała automatycznie. Zostanie ona zaksięgowana na koncie płatnika składek, a następnie rozdzielona na pokrycie należnych składek na poszczególne ubezpieczenia i fundusze.

Zmiana ustawy o systemie zabezpieczeń społecznych, przyjęta przez Sejm i podpisana przez prezydenta w maju 2017 roku, zakłada, że każdy   przedsiębiorca będzie miał swój własny, indywidualny numer rachunku składkowego w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, na który od stycznia 2018 roku będzie jednym przelewem odprowadzał wszystkie należne składki na ubezpieczenie zdrowotne, emerytalne oraz Fundusz Pracy, Fundusz Emerytur Pomostowych i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Zamiast trzech do czterech przelewów płatnik wykona więc jeden.

Numer składać się będzie z 26 cyfr, z których te od trzeciej do dziesiątej oznaczać będą numer identyfikacyjny ZUS, a ostatnie dziesięć – NIP przedsiębiorcy. Przed rozpoczęciem wpłacania warto zweryfikować, czy numer jest prawidłowy. Będzie można to sprawdzić w każdej placówce Zakładu.

 ZUS rozpocznie informowanie o nadanych numerach rachunków składkowych od 1 października 2017 roku – wyjaśnia Monika Marciniak-Szewczyk. –Informacje będą przekazywane do płatników składek za pośrednictwem listu wysyłanego przez operatora pocztowego na adres siedziby lub adres do korespondencji podany przez płatnika składek. Każdy z płatników powinien się spodziewać takiego listu już na początku października.

To rozwiązanie, choć ułatwiające wykonywanie comiesięcznych obowiązków wobec ZUS, niesie jednak ze sobą konsekwencje, że płatnik nie będzie mógł opłacić bieżących składek, nie regulując zaległości. Według nowych przepisów każda wpłata, która wpłynie na konto płatnika, zostanie w pierwszej kolejności przeznaczona na spłatę zaległości. Zapobiegnie to narastaniu odsetek.

 Jeżeli płatnik składek ma zaległości, to projekt e-Składka będzie skutkował dla niego zmianą zasad rozliczania i w tym zakresie pokrywaniem składek od najstarszych należności. W związku z tym płatnik składek, aby dalej korzystać np. ze świadczeń z ubezpieczenia chorobowego, powinien się zgłosić do ZUS celem ustalenia tych zaległości, następnie dokonać uregulowania wpłat jeszcze przed końcem roku albo wystąpić o zawarcie układu ratalnego – radzi przedstawicielka ZUS.

 

Mówi: Monika Marciniak-Szewczyk
Funkcja: Departament Realizacji Dochodów
Firma: Centrala ZUS

Źródło: http://biznes.newseria.pl/

Polska może się stać liderem w branży elektrycznych pojazdów

Przełomem ma być rządowy Plan Rozwoju Elektromobilności.

Rosnąca w miastach popularność pojazdów z elektrycznym napędem i rządowe plany wsparcia tego segmentu przekładają się na bardzo dobre perspektywy rozwoju elektromobilności w Polsce w najbliższych latach. Tym bardziej że już dziś Polska jest jednym z europejskich liderów tego segmentu przemysłu. Wiąże się to jednak z szeregiem wyzwań, wśród których najpoważniejszym jest budowa infrastruktury do ładowania. O możliwościach rozwoju branży dyskutować będą eksperci z całego świata podczas międzynarodowej konferencji Battery Experts Forum, która odbędzie się w Gliwicach w dniach 19–21 września.

 Polska znajduje się wśród europejskich liderów przemysłu elektromobilnego. Mamy kilku znaczących producentów baterii litowo-jonowych, producentów autobusów oraz firmy zajmujące się tzw. integracją wysokonapięciową. To są bardzo specjalistyczne, zaawansowane technologicznie firmy i na tym polu nie mamy się czego wstydzić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Goździcki, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu BMZ Poland, organizatora Battery Experts Forum.

W ocenie eksperta branżę czekają lata prosperity. Tym bardziej że w elektromobilność inwestuje coraz więcej miast. Po ulicach pięciu polskich miast – Warszawy, Krakowa, Inowrocławia, Jaworzna i Lublina – jeździ obecnie nieco ponad 30 elektrobusów. Jednak rządowy Plan Rozwoju Elektromobilności zakłada, że do 2021 roku będzie ich już ponad tysiąc. W ciągu kolejnej dekady ponad 50 proc. taboru autobusowego ma być zasilana napędem elektrycznym, co będzie również wymagało stworzenia odpowiedniej infrastruktury do ładowania takich pojazdów.

– Mówimy przede wszystkim o rozbudowie i unowocześnianiu sieci elektroenergetycznych, o budowie ładowarek i stacji bazowych do ładowania. Trzeba też zadecydować, czy w ramach elektromobilności będziemy rozwijać ładowanie przystankowe czy ładowanie nocne. Takie inwestycje powinny być finansowane przez podmioty, które w przyszłości będą czerpać z tego korzyści. Z jednej strony będą to duże firmy energetyczne, z drugiej strony beneficjentem będzie państwo – zarówno jeśli chodzi o wpływy z podatku VAT przy sprzedaży energii, jak i wpływy z akcyzy. Należy więc oczekiwać wspólnego działania państwa i dużych firm energetycznych – ocenia Adam Goździcki.

Wysokie koszty i brak odpowiedniej infrastruktury to dwa główne czynniki, które obecnie hamują rozwój elektromobilności w Polsce. Szacuje się, że na terenie całego kraju jest zaledwie około 300 punktów ładowania pojazdów elektrycznych, głównie w dużych miastach. Jednak zgodnie z rządowymi planami, do 2020 roku ma ich powstać już około 6 tys.

 Samo stworzenie infrastruktury nic nie da, należy jeszcze wykreować popyt. Dziś zarówno samochody, jak i rowery elektryczne nie są najtańszymi rozwiązaniami. Jednak na przykładzie innych państw widać, że dofinansowania i subwencje do takich pojazdów przynoszą znakomite efekty. Te rynki rosną bardzo szybko – wskazuje Adam Goździcki.

Przyjęta w lutym rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju kładzie duży nacisk na rozwój elektromobilności. Plan opracowany przez resort rozwoju zakłada, że do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć już milion pojazdów zasilanych napędem elektrycznym, które będą zużywać około 4 TWh energii rocznie.

 Zgodzę się z tym założeniem, ale pod jednym warunkiem: będą to rowery. Po pierwsze, rower znacznie łatwiej wyprodukować i kupić niż autobus czy samochód elektryczny. Po drugie, dzięki rowerom elektrycznym możemy najłatwiej i najszybciej zmieniać zachowania ludzi. Proszę wyobrazić sobie ludzi, którzy nie mają takiej kondycji fizycznej, żeby przejechać 20 czy 50 km. Dzięki rowerom elektrycznym będą mogli pojechać na wycieczkę z dziećmi lub dojechać do pracy, nie męcząc się. To tutaj elektromobilność najbardziej zmieni codzienność – mówi Adam Goździcki.

Coraz większą popularnością w ostatnich latach cieszy się też carsharing, czyli współużytkowanie samochodów. Takie wypożyczalnie samochodów mają już m.in. Warszawa, Kraków i Trójmiasto. To biznesy prywatnych firm, ale pierwszą miejską wypożyczalnię uruchomi Wrocław, który wiosną przyszłego roku udostępni mieszkańcom na początek 200 samochodów elektrycznych i 60 stacji ładowania.

Pod koniec września w Gliwicach odbędzie się poświęcona elektromobilności konferencja Battery Experts Forum, której organizatorem jest BMZ Poland. Międzynarodowe wydarzenie skupi ekspertów z całego świata i reprezentujące branżę firmy. Obecne będą też globalne marki technologiczne takie jak Sony, LG i Samsung.

Tegoroczna edycja, która po raz kolejny gości w Polsce, będzie już czternastą. W trakcie przewidziano szereg szkoleń i warsztatów. Pokazane zostaną też najnowsze technologie związane z elektromobilnością i magazynowaniem energii, a eksperci omówią najważniejsze rynkowe trendy.

– Na forum można spotkać wielu przedstawicieli branży, producentów ogniw, można się dowiedzieć, czym jest technologia litowo-jonowa i gdzie ją zastosować. Kładziemy duży nacisk na edukację nie tylko wśród specjalistów z branży, lecz także wśród ogółu publiczności. Specjalnie na tę okazję przygotowujemy elektryczne miasteczko. Będzie okazja, żeby przejechać się rowerem elektrycznym oraz samochodami elektrycznymi, takimi jak Tesla. W tym roku mamy też prawdziwą gratkę dla fanów motoryzacji: najszybszy samochód elektryczny na świecie, Rimac Concept One, który do setki rozpędza się w 2,9 sek. Będzie to pierwsza możliwość zobaczenia tego samochodu w Polsce – mówi Adam Goździcki.

XIV edycja konferencji Battery Experts Forum odbędzie się na Politechnice Śląskiej w Gliwicach w dniach 19–21 września br. Organizatorem jest BMZ Poland, a honorowy patronat nad konferencją objęły m.in. Ministerstwo Energii oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Mówi: Adam Goździcki
Funkcja: dyrektor ds. sprzedaży i marketingu
Firma: BMZ Poland

Źródło: biznes.newseria.pl

Leczenie nowotworów może być mniej toksyczne.

0

Polska spółka pracuje nad innowacyjnym systemem transportu leków.

Ograniczenie toksyczności preparatów przeciwnowotworowych może być kluczem do skutecznego leczenia, które zwykle trwa przez długi czas. Nad nowoczesnym systemem transportu leków, który doprowadzi cząsteczkę leku do komórek nowotworowych, oszczędzając po drodze te zdrowe, pracuje polska spółka NanoGroup. Do końca roku chce zadebiutować na giełdzie i pozyskać środki finansowe między innymi na badania w prowadzonych projektach.

– Kluczem do właściwego leczenia choroby nowotworowej jest dobra diagnostyka i możliwość zastosowania terapii skojarzonej, która ma ograniczone działania niepożądane i może być stosowana przez długi czas, nawet przez wiele lat. Obecne profile terapii przeciwnowotworowej najczęściej składają się z 2–3 preparatów przeciwnowotworowych. Ograniczenie toksyczności jednego lub kilku z nich przez zastosowanie nanocząstek pozwoliłoby na stosowanie ich w terapii skojarzonej z innymi lekami w programach przeciwnowotworowych, z potencjalnie wyższymi dawkami pozostałych, klasycznych leków –podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr n. med. Adam Kiciak, członek zarządu NanoGroup.

Technologia opracowywana przez NanoVelos – spółkę z Grupy Nano, oparta jest o autorskie nanocząstki polisacharydowe. Transportowany przez nie lek do momentu uwolnienia z nanocząstki jest „niemy” klinicznie, co przekłada się na ograniczenie lub nawet brak działań niepożądanych. Uwolnienie leku z nanocząstki w miejscu docelowym, korzystnie w sposób celowany w środowisku nowotworowym, ujawni toksyczne cechy leku wobec komórek rakowych.

– Mamy pierwsze dowody w badaniach przedklinicznych, które wskazują, że ilość działań niepożądanych związanych z terapią w przypadku zastosowania nanocząstek istotnie spada lub wcale ich nie obserwujemy w porównaniu z terapią referencyjną. Nawet przy stosowaniu dużo większych niż obecnie wykorzystywane dawek terapeutycznych leków referencyjnych – przekonuje dr Adam Kiciak. – Ograniczenie działań niepożądanych pozwoli potencjalnie stosować efektywne dawki znanych chemioterapeutyków w dowolnie długim, zaplanowanym przez lekarza i wynikającym ze wskazań terapeutycznych, czasie.

Jak podkreśla, NanoVelos wykorzystuje preparaty od lat dostępne na rynku, których efektywność przeciwnowotworowa została wielokrotnie potwierdzona. Dlatego zakładany etap badań, w których trzeba będzie potwierdzić efektywność danych połączeń lek-nanocząstka, będzie mógł być znacznie krótszy.

– Dzięki dofinansowaniu mamy przewidziane środki na przeprowadzenie badań w okresie do momentu najbardziej efektywnej możliwości nawiązania współpracy partneringowej czy udzielenia umowy licencyjnej firmie farmaceutycznej. Naszym celem jest zgromadzenie jak największej ilości dobrej dokumentacji, która pozwoli na prowadzenie dalszych badań klinicznych, a tym samym zainteresowanie dużego podmiotu z branży farmaceutycznej, aby zechciał te badania razem z nami lub po przejęciu licencji kontynuować – mówi dr Adam Kiciak.

Jak podkreśla, najlepszym momentem do nawiązania takiej współpracy będzie okres późnej fazy badań przedklinicznych lub pierwsza faza badań klinicznych.

– Biotechnologia jest branżą, która wymaga stałego źródła finansowania i niestety długiego czasu oczekiwania na wyniki. W większości krajów wysoko rozwiniętych spółki biotechnologiczne finansowane są z pozyskania kapitału na rynku publicznym, podobną drogę chcemy przejść na polskiej giełdzie – podkreśla Marek Borzestowski, prezes zarządu NanoGroup.

Wejście na giełdę i emisja publiczna akcji pozwoli pozyskać dodatkowe środki na finansowanie wkładu własnego w realizowanych projektach związanych m.in. z leczeniem i profilaktyką chorób onkologicznych. NanoGroup chce zadebiutować na GPW do końca tego roku.

– Tylko na rozwój projektu NanoVelos spółka pozyskała dotychczas 12 mln zł dofinansowania publicznego. Łączna kwota poniesionych do tej pory wydatków w tym projekcie to 17 mln zł. Naszym celem jest doprowadzić ten projekt do pierwszej fazy badań klinicznych na ludziach. Emisja giełdowa jest sposobem na pozyskanie wkładu własnego do dofinansowania oferowanego przez NCBiR – tłumaczy prezes NanoGroup. 

Ostatnie wyniki spółek biotechnologicznych na giełdzie są uzależnione od wyników badań. Ponieważ wyniki badań były bardzo dobre, jest to odzwierciedlone w wycenie tych spółek, która ostatnio jest bardzo wysoka. Obecna kapitalizacja spółki biotechnologicznej Selvita przy przychodach 67 mln zł w 2016 roku wynosi 688 mln zł. Rynkowa wartość Celon Pharmy przy przychodach 128,8 mln zł w 2016 roku sięga 1,6 mld zł. Mabion jest zaś wyceniany na 1,2 mld zł.

Dostęp do kapitału jest poważnym wyzwaniem dla sektora biotechnologii. Badania, które mogą doprowadzić do opracowania nowego leku, to koszt kilkudziesięciu, a nawet kilkuset milionów złotych. Z publicznych funduszy takie finansowanie trudno pozyskać. Projekty spółek NanoGroup są współfinansowane dotacjami, których wartość w 2016 roku przekroczyła 33 mln zł. Do końca 2017 roku ich wartość może sięgnąć 77 mln zł.

– NanoGroup jest spółką koncentrującą się na diagnostyce, terapii i rehabilitacji pacjentów z chorobami nowotworowymi. Zamierzamy uzupełnić nasze portfolio o spółki, które mają innowacyjne rozwiązania w obszarze onkologii. Widzimy, że te spółki dostają dofinansowanie z NCBiR i często mają problem z dostarczeniem wkładu własnego. NanoGroup może dostarczyć tym podmiotom finansowanie wkładu własnego, na ten cel przeznaczymy też środki z emisji akcji. Chcielibyśmy się specjalizować właśnie w branży onkologicznej i być pierwszym wyborem dla nowych, innowacyjnych spółek, które chcą walczyć z tą najważniejszą chorobą cywilizacyjną – mówi Borzestowski.

Obecnie biotechnologia jest jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin, przede wszystkim ze względu na rosnące zapotrzebowanie na leki onkologiczne. Raport „Global Oncology Trend Report” ocenia, że w 2016 roku globalny rynek leków stosowanych w leczeniu chorób onkologicznych osiągnął wartość 113 mld dol. Do 2021 roku może to już być 147–178 mld dol.

 

Mówi:dr n. med. Adam Kiciak, członek zarządu NanoGroup

Marek Borzestowski, prezes zarządu NanoGroup

Źródło: http://biznes.newseria.pl/news/leczenie-nowotworow-moze,p1238996882

Obroty kantorów internetowych mogą wynieść nawet 40 mld zł rocznie.

0

Coraz większe znaczenie na tym rynku mają nowe technologie.

Rynek internetowych kantorów dynamicznie się rozwija. Według szacunków przedstawionych w raporcie „Kantory online 2016”, łączne obroty e-kantorów wyniosły od 35 do 40 mld zł w 2016 roku. Eksperci szacują, że wartość wymiany walut online stanowi blisko 20 proc. tego, co Polacy wymieniają w stacjonarnych kantorach. Branża spodziewa się, że sektor będzie nadal rósł, nawet o kilkanaście procent. Coraz częściej na tym rynku wykorzystywane są nowe technologie.

– Czeka nas duże wyzwanie. Przede wszystkim chodzi o dostępność, wszystko po to, aby klient mógł jak najłatwiej dokonywać wymiany walut czy dostać się do serwisu kantoru internetowego: odcisk palca, skanowanie siatkówki oka czy różnego rodzaju technologie, które wchodzą na rynek. Jest duża grupa klientów, która ceni sobie wygodę, np. potwierdzenie transakcji na odcisk palca, czyli bez logowania się, bez pamiętania haseł, po prostu łatwa i przyjemna wymiana walut – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Mikoda, prezes zarządu Raiffeisen Solutions, właściciela marki Rkantor.com.

W styczniu 2018 roku wchodzi w życie nowa dyrektywa unijna PSD2 (Payments Services Directive 2). To zalecenia regulujące rynek płatności. Główny nacisk europejski ustawodawca położył na nowe technologie w płatnościach, z zastrzeżeniem jednak, że nie mogą one zagrażać bezpieczeństwu pieniędzy oraz danych konsumentów. Jednym z założeń tej dyrektywy jest tzw. silne uwierzytelnianie, które zakłada wykorzystanie co najmniej dwóch elementów autoryzacji, wśród których mogą się znaleźć np. hasło, czytnik linii papilarnych, czytnik siatkówki oka, potwierdzenie SMS czy potwierdzenie na inteligentnym zegarku.

– Poza odciskiem palca jest dużo innych nowinek, które wchodzą na rynek. Mam duże oczekiwania co do PSD2. Jest tutaj duży potencjał, aby dostarczać klientom rozwiązania, które zdecydowanie poprawią sposób korzystania z kantorów internetowych i ogólnie z platform finansowych, jest to pewna ewolucja, którą przejdzie rynek – przewiduje Tomasz Mikoda.

Jak wynika z raportu „Kantory Online 2016”, rynek e-kantorów dynamicznie się rozwija, co sprawia, że pojawia się na nim coraz więcej nowinek technologicznych, które pozwalają łatwo wymieniać waluty. Jedną z nich jest wykorzystanie kombinacji sztucznej inteligencji z popularnym serwisem społecznościowym, za pośrednictwem którego będzie można dokonać takiej wymiany.

– Nowinki technologiczne, które będą odgrywały coraz większą rolę, to chociażby facebookowy Messenger, w którym za sprawą chatbota, czyli robota, który będzie z nami rozmawiał, możemy dokonać wymiany walut. Ponadto możemy poprosić o wymianę danej liczby jednostek waluty, a system dokona tej wymiany za nas, jeśli będziemy odpowiednio zautoryzowani. Takie nowinki są przed nami, przyszłość jest ciekawa – zapewnia prezes zarządu Raiffeisen Solutions.

W związku z rosnącą wartością wszystkich wymian, do których dochodzi w e-kantorach, odpowiednie zabezpieczenie platformy internetowej jest kluczowe w kontekście bezpieczeństwa transakcji. Nie gwarantuje go jednak w stu procentach. Tutaj użytkownik odgrywa decydującą rolę.

Bezpieczeństwo jest zawsze tak duże, jak najsłabsze ogniwo, czyli użytkownik. Jeśli zostawimy hasło gdzieś na stole, napiszemy sobie na karteczce na monitorze, jeśli trzymamy je w sposób otwarty w telefonie czy zostawiamy telefon służący do autoryzacji SMS bez kontroli i zabezpieczenia, to dajemy potencjalnemu złodziejowi łatwy dostęp do uzyskania poufnych danych, których nie powinniśmy zdradzać – twierdzi Tomasz Mikoda. – Samo zabezpieczenie platformy w Rkantor.com to szyfrowanie TLS, co maksymalizuje bezpieczeństwo transakcji. Stosujemy autoryzację SMS, wiadomość wysyłana jest na telefon zdefiniowany u nas w systemie – zapewnia ekspert.

Jak wynika z danych przedstawionych przez NBP, wymiany w kantorach stacjonarnych warte są niemal 150 mld zł rocznie. Według specjalistów przygotowujących raport „Kantory Online 2016” kantory internetowe obracają obecnie ok. 20 proc. tej kwoty.

Mówi: Tomasz Mikoda
Funkcja: prezes zarządu
Firma: Raiffeisen Solutions, właściciel marki Rkantor.com

Źródło: http://innowacje.newseria.pl/news/obroty-kantorow,p1176475057